W ostatni weekend listopada przypomniałem sobie o francuskim powiedzeniu: „im więcej się zmienia, tym bardziej wszystko pozostaje po staremu.”
Wybraliśmy się grupą znajomych na Warmię, aby wspólnie spędzić czas, pomedytować i porozmawiać o duchowości.
Rozmawialiśmy o tekstach, które nas poruszają i mają dla nas znaczenie. Wśród nich znalazł się fragment z książki Thomasa Mertona „Nowe ziarna kontemplacji” (Wydawnictwo Esprit, 2017):
„Pośród ludzi żyjących w stłoczeniu, lecz bez prawdziwej komunikacji, tylko na pozór więcej jest wzajemnego dzielenia się i więcej prawdziwej wspólnoty. Lecz nie jest to wspólnota, a tylko zanurzenie się w ogólnym bezsensie niezliczonych sloganów i banałów powtarzanych bez przerwy, aż w końcu słucha się, nie słysząc, i odpowiada, nie myśląc. Ciągły jazgot pustosłowia i mechanicznych hałasów, niekończąca się wrzawa głośników ostatecznie sprawia, że prawdziwa komunikacja i prawdziwa wspólnota jest niemal niemożliwa. Każda poszczególna jednostka w masie jest odizolowana grubymi warstwami braku wrażliwości. O nic nie dba, niczego nie słyszy, o niczym nie myśli. Nie działa, jest stymulowana. Nie mówi, a tylko wydaje z siebie konwencjonalne głosy, gdy stymuluje się ją odpowiednimi dźwiękami. Nie myśli, wydziela z siebie komunały.”
W innym miejscu Merton pisze o „przekształcaniu wolnych, rozsądnych ludzi w bierne narzędzia w ręku potężnego polityka”.
To są słowa napisane 65 lat temu. Czy straciły cokolwiek na aktualności?
Statystycznie żyjemy wygodniej: mamy więcej, jesteśmy zdrowsi, żyjemy dłużej. Korzystamy z technologii i środków komunikacji, które za życia Mertona nie istniały.
A jednocześnie jest mniej bliskości, więcej samotności, więcej podziałów i polaryzacji.
W przestrzeni publicznej i mediach społecznościowych doświadczamy hejtu, języka i postaw, które wyrażają pogardę dla innych i ich poglądów.
I gdy wydaje się, że nie można posunąć się o krok dalej, ktoś przesuwa granicę, a inni za nim podążają.
A przecież równocześnie pozostaje w nas tęsknota:
za prawdziwą rozmową o tym, co dla nas ważne,
za głębokimi relacjami,
za czynieniem dobra, wspieraniem innych,
za robieniem sensownych rzeczy w sensowny sposób mimo pozornych podziałów.
Im więcej się zmienia, tym bardziej wszystko pozostaje po staremu.
Jestem bardzo wdzięczny za ten wyjazd: za wspólny czas, rozmowy, dom stworzony przez wyjątkowych ludzi; za troskę osób, które zadbały o przestrzeń, ogrzewanie i posiłki; a także za naturę i śnieg, które nam towarzyszyły.
Wróciliśmy z poczuciem bycia prawdziwą wspólnotą.
