Nasza Hania ukończyła niedawno pierwszy etap edukacji wyższej.
Spędziliśmy razem cudowny dzień, świętując jej sukcesy i ciesząc się razem z nią.
Dla mnie był to również moment refleksji.
Mam dorosłą córkę, która podąża za swoimi marzeniami, realizuje cele, korzysta z możliwości i świetnie sobie radzi.
Jasne, nasze wsparcie nie jest bez znaczenia. To wyraz troski i miłości.
Z drugiej strony, pomyślałem, że być może tej troski z mojej strony jest czasem za dużo.
Być może bywa podszyta lękiem – że jeśli nie dopytam, nie przypilnuję, nie przypomnę, to coś się „posypie”.
Kiedy troska miesza się z lękiem, może się zdarzyć, że za bardzo się staram.
A może po prostu nie potrafię w pełni odetchnąć, kiedy wszystko jest dobrze?
A może to właśnie tutaj wychodzą na światło dzienne moje cienie – potrzeba kontroli albo znaczenia poprzez pomoc?
Myślę, że Hania czasem odbiera to jako nadmierną kontrolę albo brak zaufania.
A ja – być może nieświadomie i niewinnie – wpływam na to, jak myśli o sobie, jak ufa sobie, jak wierzy w swoją sprawczość i odporność.
Czy ja sam wierzę i ufam, że wszyscy mamy dostęp do tych samych wewnętrznych zasobów?
Myślę, że to ważne pytanie – dla każdego lidera. W domu, w życiu i w organizacji.
Choć to świeże pytania, czuję, że moja relacja do „troszczenia się” o Hanię i innych ulega transformacji.
Jest mniej lęku, a więcej wolności – dla nas wszystkich.
Czasami wystarczy coś zobaczyć i się nad tym zatrzymać, a wtedy coś zaczyna w nas pracować – i prowadzi w kierunku większego dobrostanu.
